wiosna przyszła!

Siedzę sobie, kopcę jak zwykle,

w pokoju o czarnych ścianach, na kanapie koloru czerwonego,

na której kot zostawia kępki białego pierzu.

Poetyckie wejście w bloga!

Dzisiaj wstałam szczęśliwa. Nie wiem, czym jest to spowodowane,

ale chce mi się śmiać w głos i sąsiadom dokuczam bardzo

muzyką głośną.

Mam fajnych ludzi w swoim życiu,

dają mi od zajebania pozytywnej energii.

I mieszkanie też mam fajne, jak to określiło Moje Bożyszcze VMowe:

niczym u niszowej paryskiej artystki.

Czuję się jak taka niszowa artystka,

dekoruję swoje życie.

Antoś w dalszym ciągu jest jedynym mężczyzną u mego boku,

bo w głowie/sercu jakoś pusto i głucho.

Demony mieszkają i chciałyby wyjść,

ale po co to tak się męczyć

wspomnieniem długich wieczorów i fantazją stworzoną na potrzeby własne?

W każdym razie – bardzo wrócił mi apetyt na życie.

Cieszę się, że jestem. Cieszę się na nadchodzący czas, bo

planów pierdyliard i trzebaby je powolutku zacząć realizować.

Chcę się spełnić, bo już nie siedzę na tej kanapie jako podlotek,

tylko jako dorosła kobieta. Ale jeszcze jako nie stara.

I podoba mi się to dorosłe życie.

Ale, kurdę, fajnie! ;D

it’s all in my head

Znowu mi się to przytrafiło.

Są to książki, filmy, urwane zdania i wypowiedzi,

a teraz był to Człowiek.

Przypadek? Kurwa, nie sądzę.

Wierzę w przeznaczenie, więc jeśli on był

na chwilę, to znaczy, że miał być.

Jeśli spierdolił, to znaczy, że miał spierdolić.

Powiedziałam sama sobie, że każda możliwość rozwiązania tej sytuacji jest dobra,

gdyż jest to człowiek wzbudzający niepokój i panikę, dziwna sprawa.

Ale znowu coś pękło, albo coś poszło naprzód. Nie wiem jak to nazwać,

ale każdy z Was zna zapewne to uczucie, jakieś drobnostkowe przepoczwarzenie się.

Był to ogień, którego potrzebowałam,

lecz sparzył mnie on mocno.

W każdym razie, dlaczego piosenka

której słuchaliśmy razem,

jest, jakby.. o sobie samym.

O nim.

Może sobie dopowiadam, a może nie,

ale tutaj się dzieją kurwa ważne rzeczy.

2016 – DOŚWIADCZENIE

I kończymy Proszę Państwa kolejny rok życia,

by jutro stawić czoła zasranej niedzieli

zaznaczonej w kalendarzu na czerwono, bo że Święto.

Kim ja jestem, kim byłam, kim będę;

ja w dalszym ciągu jestem zdumiona, jak człowiek może

się rozwijać pod wpływem ludzi czy sytuacji losowych.

Jak to się wszystko odbija na osobowości.

Ten rok był niezły, na pewno był bardzo ciekawy.

Z miesiąca na miesiąc coś się działo,

lepiej i gorzej, ale ciągle akcja.

Muszę to podsumować, bo mi się kotłuje w brzuchu

i ciekawa tego jestem, czy wszystko spamiętałam.

JA

W tym momencie przez gardłoby mi nie przeszło

‚kocham życie’. Bo nie kocham.

Jestem złamana w jakiś sposób, jakas seria niefortunnych zdarzeń

się ciągnęła w tle, a teraz wylazła na wierz i za ciula nie mogę się tych

czarnych chmurek pozbyć.

Przeżyłam bardzo dużo, doświadczyłam tak wiele,

że jestem smutniejsza. Bardziej zmartiona. Zmęczona.

Znalazłam milion wskazówek i podpowiedzi,

zadałam jeszcze wiele pytań, a wszystkich odpowiedzi wciąż nie poznałam.

Nie wiem nawet jak to opisać.

Wizualnie jestem całkiem inną osobą.

Jestem kolorowa jak pisanka, kolor włosów inny,

ale co najważniejsze, mega dużo kilo mniej.

Ze 20 albo co. Wierzyć mi się nie chce,

bo uczę się swego ciała na nowo

ale i tak wiem, że jeszcze wiele przede mną.

ALE TAKA ZMIANA!

BOŻE, teraz widzę ogrom swej katastrofy.

 

Straciłam i zyskałam wiele nowych osób w swoim życiu.

Przewartościowanie, oto co nastąpiło.

Smutno, jak inni są ważniejsi dla ciebie

niż ty dla nich.

Smutno, jak są egoistami.

Smutno, jak nie potrafią rozmawiać.

Smutno, że są i odchodzą.

Smutno, jak ignorują.

 

Z tym, że wierzę w przeznaczenie i skoro tak,

to tak.

 

Byłam w wielu nowych miejscach,

oglądałam,

DOŚWIADCZAŁAM.

 

To piękne słowo na ten rok. DOŚWIADCZENIE.

Doświadczyłam obojętności, rozczarowania, strachu, odlotu w kosmos, szczęścia, zmęczenia, sukcesu i porażki, zysku i straty, poczułam uprzedmiotowienia, lecz nie wzbicia na wyżynę.

O jasny chuj.

 

Gdzie ja jestem.

 

 

 

I miałam dzisiaj znowu tańczyć w Druckluft, z Anetą u boku

i tak rozmyślałam, że tańczyłabym tam jako całkiem inna osoba.

Wewnętrznie i zewnętrznie.

Zapewne byłoby extra, lecz tak to siedzę w domu,

chora, no bo co. Ale i tak techno.

Nie wiem dlaczego z nadchodzącą zimą

pojawiają się u mnie zaburzenia snu,

które nie męczą, a dają jedynie długie poranki

pełne papierosów i kawy. Mleka z kawą.

Podczas doprowadzania swej twarzy do porządku, w tle leciał Coldplay,

on mnie zawsze tak dziwnie nastraja. I Małpa zaraz po nim,

fajnie on też sobie nawija chłopak.

I niech ktoś mi powie,

ile z nas patrzy rano w lustro

i nie widzi NIC?

Ile czynności robimy mechanicznie, bez jakichkolwiek gedanke,

ile razy maskujemy swą samotność czy smutek

przed światem, by wzbudzić w sobie nadzieję i znaleźć siłę

do przetrwania kolejnego dnia?

Nie jest mi smutno.

Jest mi pusto.

Brakuje nam Twoich wpisów ;)

No tak, ostatni raz pisałam bodajże w lipcu,

troszkę czasu upłynęło.

I jestem.

Schudłam 15 kg, czemu przysłużyło się

przebicie języka i upalne lato, gdzie byłam tylko flakiem

Jestem i żyję.

Tylko nie wiem jak.

W sensie takim, że w sumie przepływam przez ten czas,

znowu szybko,

bardzo samolubnie

i jestem jednocześnie tak bardzo szczęśliwa

i tak bardzo zobojętniała.

Nie wiem jak to wypali,

taka kombinacja na dłuższą metę,

a licho przeta nie śpi!

Ja też nie śpię,

a noce mijają i bezsenność nie męczy wcale.

I mijają przy poduszkach obcych lub też nie,

bo tak mało bywam w domu,

że wszystko jest bardziej lub mniej mojsze niż twojsze.

Zaczytuję się w historiach nieznanych,

prowadzących donikąd,

szukając czegoś, czego nie znam.

Wielokrotnie miałam w swoim życiu sytuację,

gdy czytając książkę, nagle ten wielki znak zapytania

nad mą głową explodował miliardem odpowiedzi.

To było dawno.

Teraz jest teraz

i teraz tańczę.

Do granic. Moje chmurki wiszą mi nad głową,

takie puchate i wesołe

i w nich mieszka słońce.

Szkoda, że tylko muzyka rozjaśnia to moje niebo,

które momentami chciałabym po prostu zwinąć.

By ktoś przyszedł i zabrał niebo.

Bo chmury są gradowe,

a noc głucha się za nimi czai.

Nie wiem po co tu piszę,

chciałabym coś z sensem, coś porywającego,

coś bardziej pozytywnego;

bo wierzcie mi, powodów do płaczu mam więcej

niż do śmiechu.

delikatnie słów kilka o byciu w dupie

”W istocie nienawidzę tych innych, którzy ograbiają mnie z samotności,

a zarazem nie oferują mi prawdziwego towarzystwa.”

Irvin David Yalom

 

Bo tak jest.

Co to znaczy, pojawiać się,

ale to tak no z wielkim łubudubu

i potem tak nagle,

ot po prostu

znikać.

Ja tak nie umiem.

Jestem bardzo dobra w byciu samej,

mimo iż pragnę jakiejś MY PERSON blisko siebie,

ale serio – ciężko jest zostać?

Tu nie chodzi o miłość,

nie o tę miłość, co jest zawsze w rankingu pierwsza.

Tu chodzi o miłość do życia i przeżywania

i ja tak bardzo pokochałam Twą serdeczność,

że boli mnie brak Ciebie.

Ale to nie jest takie ”kocham Cię”.

To jest całkiem coś innego, to jest pragnienie

czystego uczucia bez fizyczności,

miłości platonicznej,

co płynie prosto z serca i przez to szczęście

człowiek rzyga tęczą.

No ja z Tobą to nawet bąki miałam pachnące!

,,Uważaj na znajomości, które zaczynają się od głowy.

O tych zapoczątkowanych fascynacją seksualną

można szybko zapomnieć. O tych, które zaczynają się

od rozmów, wymiany myśli i emocji, możesz nigdy nie

zapomnieć.”

Magdalena Witkiewicz

 

Takie oto cytaciki na niedzielę,

bo jak zwykle jest to dzień bycia

rozlazłą dupą w dresach i kołtunem na głowie.

I chodzę i myślę

i rzeczywiście, te znajomości to jak trucizna.

Mam ich wiele,

a są one tak porozciągane w czasie,

że nie wiem sama co jest rzeczywiste,

co istnieje,

a co jest po prostu ułudą.

Nie jest mi łatwiej z wybujałą wyobraźnią

i rozbrykanym sercem, o nie.

Chcę tych wszystkich głów, co wokół mnie krążą,

ale chyba nie chcę żadnego serca.

I dlatego nie wiem,

czy to co sobie ubzdurałam, że ISTNIEJE,

ma wogóle prawo bytu.

Towarzysz na dobre i na złe, ale bez TEJ MIŁOŚCI.

Z miłością inną.

Kiszka, co nie?

Bo albo dostanę mniej i będę naburmuszona,

albo będę musiała dać więcej,

będę chciała więcej

i wtedy to może być złamanych więcej serc,

niż tylko jedno.

Kto tam, co tam?

Każdy z nas zna ten moment

gdy wszystko jakoś się toczy

leci sobie tak o

i nagle bum!

i się wie.

I ja wiem.

Wychodzi ta tęsknota z serca,

coś w środku tak urzęduje,

że nie można spać po nocach.

Kto tam,

kto jest w środku?

I potem trzeba już tylko czekać, bo chociażby

chciało się więcej, chciałoby się

łapczywie rozrywać to co jest,

to nie.

Samemu nie można brać wszystkiego,

co się chce.

Trzeba czekać.

I niezależnie kto tam,

co tam w środku czeka -

cierpliwości.

A ja nie umiem.

czerwcowelowe.

Poznajesz.

Przyzwyczajasz się.

Wierzysz w kogoś.

Powierzasz mu jakąś cząstkę siebie.

Dzielisz się.

Przyjmujesz wszystko, co dostajesz.

Jesteś.

Chcesz wszystko, albo nic.

Masz wszystko.

Mija chwila – nie masz nic.

Dlaczego człowiek może tak bardzo coś spierdolić,

że kolejny balon w mym sercu staje się marnym flakiem,

że nie jesteś w stanie nawet naelektryzować sobie włosów?

Dlaczego radość tak szybko umyka

pod naporem czasu?

Dlaczego tego czasu nie ma?

Dlaczego z buta wjeżdzasz w czyjeś życie,

aż ziemia się trzęsie a powietrze drży,

skoro po chwili spierdalasz z górki na pazurki?

Jaki sens przyzwyczajania się,

skoro wystarczy  jeden idiotyczny ruch

i ty wiesz, ty dobrze wiesz,

że nie znaczysz nic?

Co to za maniery,

pojawiać się i znikać,

skoro nie dokonano jeszcze wyboru,

co dalej między dwojgiem?

Po co stawiać te pytania,

skoro można rzygnąć

i iść w tango dalej?

Żałości moja ukochana!

No i co tam?

Siedzę, palę, gdybam;

zajebiste zajęcie jak na jeden z długich wieczorów.

Siedzę i wsłuchuję się w głos Florence,

ładnie tak pieje i wiem,

że przy ‚never let me go’ na koncercie

to ja będę pierwsza ślimkać.

Póki co ja wyję wewnętrznie,

wyję jak wilk,

bo na cholerę tak to wszystko komplikować

coooo?

Cud Chłopcze z Tindera,

który to już raz się żegnamy?

Sama nie wiem, ale to tak durne;

to jest tak ŻAŁOSNE,

że przyszło mi Cię mieć tylko w głowie!

Ja już nie wiem nic, a pytań

stosik rośnie.

Buaaah, śpiewaj mi też

never let me go

a przecież dobrze wiesz,

że bym była.

Chciałabym być.

„It’s a Match!”

Jakbym miała skomentować

poznawanie ludzi w  dzisiejszym świecie,

na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji

świata naokoło, wyglądałoby to tak:

#tinder #sex #friendswithbenefits

#techno #drugs #chmurka

 

W takim dziś żyjemy świecie,

gdzie odbiegamy od realności

na rzecz urojeń i świata wirtualnego.

I dzisiaj na tym przeklętym Tinderze chciałabym się skoncentrować.

I może nawet nie na poznawaniu w sieci,

a rozstaniach w sieci.

Tindera mam już ponad rok,

od czasu do czasu zrobię sobie jakąś przerwę,

bo już tracę nerwy i mi się nudzi.

Można poznać tam kogoś ciekawego,

lecz 90% to dupki, nudziarze

albo sexoholicy.

I za każdym razem obiecuję sobie:

nigdy więcej nie dam serduszka byle komu,

musi być pierun.

I takie te pieruny niektóre udawane,

że po 3 dniach żałuję podania swego numeru,

dgyż whatsapp pęka od zdjęć

kutasów bądź pretensjonalnych wiadomości

‚czemu nie masz dla mnie czasu?!’.

Dziadów tyle, że już sama zaczynam się gubić

w tłumie Fabianów, Marcelów i Chrisów.

I wierzę w to, że karma wraca,

dlatego też nie olewam, po prostu jak mam dość,

to piszę wprost (o ile kontakt nie umiera sam, taka opcja oczywiście najwygodniejsza).

Są rozstania na smutno, gdy towarzysz napalony na me tatuaże

smuci „wszystko ok, Twoje szczęście najważniejsze, bla bla”.

Są rozstania ‚ok’, po czym można bez wyrzutów skasować numer

i skasować kolejną pozycję z głowy.

Są też rozstania podstępne i tę oto historię pozwolę sobie

przytoczyć tu całą, bo mnie dość rozbawiła, ale i podkurwiła.

Był pewien Max. Bardzo fajny, hipster jak z katalogu undergroundowej mody.

Ale Max miał dziewczynę, o czym dowiedziałam się

stalkując pół internetu wraz z A.

I napisałam do Maxa tak:

- Max, opowiem Ci historię.

- Dawaj.

- Moja przyjaciółka ma Tinders, Będąc u mnie, przeglądała tam profile.

I spotkała pewnego Pana o imieniu Max.

Spodobał jej się,k więc mi go pokazała.

Na to ja „Hej, mam z nim parę!’ – zabawne, prawda?

I moja przyjaciółka ma to do siebie, że lubi wszystko natychmiast wiedzieć.

Więc wyszukała Maxa na Facebook.

Masz bardzo ładne zdjęcia!

I Twoja dziewczyna też jest całkiem ładna ;)’.

Max się spłoszył i zapodał mi taką historię, że bracia Grimm mogliby czerpać, serio!

W sieci możesz być kim chcesz.

Twoja osobowość iskrzy. Twoje zdjęcia pokazują piękno Twego życia,

jesteś sexownym kociakiem i przyciągasz różnych patałachów.

Bądźcie ostrożni,

nie wiesz czy pod rugiej stronie nie siedzi

krasnal 160cm albo łysiejący pół człowiek – pół wiewiórka.

Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz.

Ale zawsze jest ten uśmieszek zadowolenia,

gdy Twój srajfon wyświetla „Super! It’s a Match!’.